Podobno to Agnieszka Osiecka nazwała go miasteczkiem-bajeczką. Chyba nie można znaleźć krótszego a bardziej trafnego określenia. W tym słowie kryje się bowiem baśniowość, piękno, kameralność, powab i tęsknota za idyllą. I to wszystko Tykocin w sobie ma. To miejsce pełne sprzeczności. Ok. 2000 mieszkańców na 29 km2 – niejedna wieś w Polsce jest ludniejsza i większa. Za to zabytkami można obdarować wiele miast nawet znacznie większych. XVIII w. Kościół pw. Świętej Trójcy, Wielka i Mała Synagoga, cmentarz żydowski, rynek, pobernardyński zespół klasztorny, pomniki Stefana Czarnieckiego i Orła Białego, wojskowy Alumnat, zabytkopodobny (bo odtworzony niedawno) Zamek, układ urbanistyczny z charakterystyczną zabudową mieszkalną – to ok. 100 zabytków rozmieszczonych na niewielkiej siatce sennych, wąskich i niezwykle urokliwych uliczek. Kiedy się nimi spaceruje, spod powierzchni małomiasteczkowej ciszy, uszami wyobraźni można wyłowić gwar ważnego i ludnego niegdyś miasta. Mogą to być odgłosy królewskich i książęcych biesiad albo tzw. sztetla Tikityn ze zgiełkiem żydowskich sklepów i warsztatów rzemieślniczych. Jest tu tak wiele miejsc, budynków i uliczek, które przypominają o czasach świetności miasta, ale również o tragicznych wydarzeniach, jak zagłada prawie całej społeczności żydowskiej w 1941 r., że nawet zwykły spacer staje się z jednej strony poruszającym, a z drugiej kojącym doświadczeniem. No cóż, miasto sprzeczności.

Gdyby jednak ktoś jeszcze odczuwał niedosyt, to trzeba zaznaczyć, że Tykocin wraz z gminnymi przyległościami jest położony nad rzeką Narew, częściowo na terenie Narwiańskiego Parku Narodowego, w obrębie Biebrzańskiego Parku Narodowego oraz na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Wystarczy zatem udać się w dowolnym kierunku poza rogatki, by cieszyć się pięknymi krajobrazami, sielskimi miejscowościami oraz bogatą fauną i florą. To wszystko sprawia, że czujemy się tu jak u Pana Boga za piecem, za miedzą i w ogródku – na raz. No właśnie – Ci, którzy jeszcze nie byli w tych stronach, mieli okazję oglądać Tykocin w telewizji i kinie. Wystąpił on bowiem wraz z Sokółką i Supraślem w roli… Królowego Mostu w słynnej podlaskiej trylogii Jacka Bromskiego. To właśnie we wspomnianym Alumnacie Struzikowa przytulała do łona p. Bociana, na rynku przy Kościele Marian Cielęcki kierował ruchem, a na moście miejscowe kobiety broniły miasta przed inwestorem z Abisynii…

Wielka oraz tragiczna historia konfrontująca się z prowincjonalną teraźniejszością, rzeczywistość mieszająca się z kinową fikcją, wiejskie uliczki wiodące do ok. 100 niekiedy całkiem niewiejskich zabytków… Ciekawy ten Tykocin. No ale przydomek miasto-bajeczka zobowiązuje!

Dodaj komentarz

Trendy