W kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi w Polsce — jak to zazwyczaj bywa — słowa „lewica”, „prawica” i „centrum” odmieniane są przez wszystkie przypadki. Jeszcze do niedawna podział ten dość przejrzyście pozycjonował partie i aktorów politycznych. Ale czy w czasach tzw. postpolityki — gdy emocje, internetowe bańki i polityka tożsamości (czyli skupianie się na interesach konkretnych grup, takich jak mniejszości, kobiety czy osoby LGBTQ+, zamiast na wspólnych programach społecznych) wypierają merytoryczną debatę — taki trójpodział ma jeszcze sens?

Historycznie wszystko zaczęło się podczas rewolucji francuskiej: zwolennicy króla siadali po prawej stronie sali obrad, rewolucjoniści po lewej. Z czasem między nimi ukształtowało się centrum — przestrzeń dla stanowisk umiarkowanych. Ten prosty podział przetrwał wieki, a jego fundamentami były trzy osie: stosunek do państwa, system wartości i model gospodarczy.

W kwestii państwa prawica opowiada się za silnym, lecz ograniczonym państwem. Lewica od XIX wieku stawia na internacjonalizm, równość i aktywną rolę instytucji publicznych. Dziś jednak partie często przekraczają te granice — PiS łączy konserwatyzm z państwem opiekuńczym, a niektóre ruchy lewicowe dystansują się od etatyzmu.

W sferze wartości prawica odwołuje się do konserwatyzmu i tradycji, lewica promuje liberalizm obyczajowy i prawa jednostki. Ale i tu linie się zacierają — niektóre ugrupowania (jak Konfederacja) łączą twardy konserwatyzm z wolnościowym podejściem do jednostki.

Gospodarczo prawica wierzy w wolny rynek i niską ingerencję państwa, lewica w redystrybucję i etatyzm. Tymczasem partie centrowe chętnie wdrażają programy socjalne, a lewica niekiedy otwiera się na mechanizmy rynkowe.

Dziś ugrupowania polityczne – także w Polsce – swobodnie migrują po dawnych osiach podziału. Platforma Obywatelska, która chce być postrzegana jako partia umiarkowanego centrum, co jakiś czas musi radykalizować swoje poglądy i przemieszczać się raz w lewo, raz w prawo, aby nie tracić poparcia jako ugrupowanie o mało wyrazistym profilu ideowym.

Czy zatem klasyfikacja na lewicę, prawicę i centrum ma jeszcze sens? Symbolicznie tak – wciąż pomaga orientować się w świecie idei. W praktyce jednak polityka wymyka się sztywnym etykietom.

Zanim w politologii i publicystyce wyłoni się nowy aparat pojęciowy, który uporządkuje ten swoisty chaos, współcześni wyborcy muszą wykazać się większym dystansem i analitycznym spojrzeniem  – zarówno wobec etykiet, które partie przypisują sobie same, jak i tych, które są im nadawane przez media czy różne środowiska społeczno-polityczne. Warto również konfrontować z tymi łatkami swoje poglądy, żeby sprawdzać, czy… aby na pewno zgadzamy się za własnymi poglądami!

Dodaj komentarz

Trendy