W ostatnich tygodniach, w dużym stopniu za sprawą purpuratów, w debacie publicznej wyraziście pojawił się obraz Jezusa jako uchodźcy . Kardynał Grzegorz Ryś przypomniałm.in., że „każdy człowiek ma prawo wybrać sobie miejsce do życia”, a kardynał Konrad Krajewski stwierdził: „Jezus był uchodźcą. Musiał uciekać do Egiptu. I nikt nie powiedział Mu: Egipt jest dla Egipcjan”.

To mocne i emocjonalne wypowiedzi – trudno nie dostrzec ich duszpasterskiego celu. Mają obudzić chrześcijańską wrażliwość wobec migrantów i uchodźców. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy dla wzmocnienia przekazu zaczynamy delikatnie mówiąc, nieco zamazywać fakty.

Owszem, Święta Rodzina uciekła przed Herodem. Jednak udała się do Egiptu – terytorium podlegającego tej samej władzy co Judea, czyli Imperium Rzymskiemu. Nie było więc mowy o przekraczaniu granicy między niezależnymi państwami, ubieganiu się o azyl czy statusie uchodźcy w dzisiejszym sensie. Jezus i Jego Rodzice byli – można powiedzieć – tułaczami, ludźmi w drodze, szukającymi schronienia. Ale nie uchodźcami, jak rozumiemy to po doświadczeniach choćby XX i XXI wieku.

Warto też zauważyć, że sięganie po tak silny obraz ewangeliczny może – wbrew intencjom – odwracać uwagę od realnych problemów społecznych, które współczesne zjawisko uchodźstwa z pewnością niesie. Emocje, choć zrozumiałe, potrafią zdominować debatę. Wtedy zamiast merytorycznej rozmowy o rozwiązaniach, powstają animozje. Jedna strona powołuje się na Ewangelię, druga czuje się moralnie szantażowana i odrzuca cały przekaz. Tym samym zamiast porozumienia, mamy jeszcze większą polaryzację.

Dlatego trzeba szczególnie uważać, wprzegając obrazy ewangeliczne w tak mocny ideowo-polityczny spór. Oczywiści, to nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek ludzi Koscioła, by wchodzić z Dobrą Nowiną również w tak newralgiczne obszary publicznej debaty. Jednak nawet najlepsze intencje nie usprawiedliwiają naginania faktów. Gdy emocje przysłaniają prawdę, łatwo stracić wiarygodność, a ta winna być fundamentem każdej publicznej wypowiedzi, zwłaszcza tej, która płynie z Kościoła.

Zamiast zbliżyć ludzi do przesłania Ewangelii, można ich – całkiem niechcący – od niej oddalić. A wtedy tylko krok dzieli kardynalną wypowiedzi na istotny temat od kardynalnego błędu…

Dodaj komentarz

Trendy