Raport „Transformacja europejskiej obronności: wydatki zbrojeniowe, polityka przemysłowa i wsparcie dla Ukrainy” opublikowany przez Departament Badań i Analiz Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) w listopadzie 2025 roku jest jak zimny prysznic — dla polityków, społeczeństw i wszystkich, którzy jeszcze wierzą, że bezpieczeństwo można finansować wyłącznie deklaracjami. Europa zmienia się szybciej, niż ktokolwiek byłby gotów przyznać, a liczby zawarte w raporcie nie pozostawiają miejsca na złudzenia.

Europa, która przez dekady wierzyła, że pokój jest stanem naturalnym, nagle musi mierzyć się z totalną rekonstrukcją architektury bezpieczeństwa. Dlatego nowy cel NATO — 5% PKB na bezpieczeństwo, w tym 3,5% na obronę — to nie kaprys Waszyngtonu. To reakcja na świat, który zsunął się z poprzednich osi.

Kiedy jeszcze w 2021 roku zaledwie 6 państw NATO osiągało minimum 2% PKB, dziś jest ich 18. A to wciąż dopiero początek. Raport uczciwie wylicza: osiągnięcie progu 3,5% PKB oznaczałoby 2,9 bln dolarów rocznie w skali całego NATO, a dojście do 5% — astronomiczne 4,2 bln. Dla porównania: to więcej niż roczne PKB Niemiec. Europa znajduje się więc nie tyle na zakręcie, co na autostradzie prowadzącej do finansowej przebudowy całych struktur państwa dobrobytu.

W tym samym czasie wydatki obronne państw UE rosną jak na drożdżach:

  • 343 mld euro w 2024 roku,
  • 392 mld euro w 2025 roku.

Tylko w ciągu roku — skok o 49 mld euro. To budżet większy niż roczne wydatki publiczne wielu europejskich państw średniej wielkości. A przecież to nie koniec, lecz zaledwie rozgrzewka.

Zmienia się także struktura wydatków — i tu raport jest wyjątkowo obrazowy. Europa przestaje być armią urzędników i zaczyna budować armię technologii. Jeszcze dekadę temu 60% budżetów obronnych stanowiły koszty osobowe, dziś to 38%. W tym samym czasie udział zakupów sprzętu wzrósł z 13% do ponad 30%.

Gdy spojrzymy na liderów zakupów, zobaczymy:

  • Niemcy – 26,3 mld euro,
  • Francję – 17 mld,
  • Polskę – 13,7 mld.

To państwa, które nie tylko kupują, ale politycznie przejmują rolę motoru europejskiej modernizacji.

A jednak Europa nadal ma problem, o którym raport mówi bez zbędnej dyplomacji: fragmentacja. Tylko 18% zakupów dokonywanych jest wspólnie. Reszta to narodowe zakupy, narodowe przetargi, narodowe preferencje. W efekcie powstaje chaos sprzętowy, z którym żadna armia nie jest w stanie działać w pełni efektywnie.

Tymczasem Ukraina — centralny punkt europejskiej debaty o bezpieczeństwie — funkcjonuje na granicy finansowej wytrzymałości. W 2024 roku kraj przeznaczył na obronę:

  • 50% budżetu państwa,
  • co odpowiada ponad 30% PKB.

To skala wysiłku nieznana w Europie od czasów II wojny światowej. Nawet przy hipotetycznym zamrożeniu frontu Ukraina nadal musiałaby przeznaczać blisko 38% budżetu na wojsko w 2026 roku. Tego nie udźwignie żaden system finansów publicznych. Dlatego NATO zdecydowało, że pomoc dla Ukrainy będzie kwalifikowana do celu 3,5% PKB, aby ustabilizować finansowanie i zdjąć je z wahadła politycznych kaprysów.

Ukraiński przemysł — mimo wszystko — żyje. Około 500 przedsiębiorstw produkuje drony, amunicję, systemy walki radioelektronicznej. Ich potencjał włączenia do nowych programów UE, takich jak SAFE czy przyszły Europejski Fundusz Konkurencyjności, jest realny — o ile polityka nie zmarnuje ekonomii.

Swoją rolę odgrywają też Stany Zjednoczone. Raport przypomina, że USA wciąż dostarczają najwięcej kluczowych technologii, a mechanizm NATO PURL pozwolił Europie kupować z amerykańskich magazynów sprzęt wart ponad 2 mld euro w czterech transzach. Jednocześnie Waszyngton coraz wyraźniej komunikuje: „Europa, radź sobie sama”. To nie szantaż, lecz konsekwencja strategicznego pivotu na Indo-Pacyfik. Europa nie może już dłużej udawać, że amerykańska obecność to prawo naturalne.

W tle tego wszystkiego działa nieubłagana geografia. Kraje bliżej Rosji inwestują szybciej i mocniej. Polska, Finlandia, kraje bałtyckie — dla nich wojna nie jest abstrakcyjną kategorią, lecz realnym punktem odniesienia. Zachód Europy — Hiszpania, Portugalia, część Skandynawii — patrzy na zbrojenia inaczej. Nie z lęku, a z kalkulacji. To właśnie ta asymetria definiuje przyszłość europejskiej obronności.

Raport z listopada 2025 roku nie jest akademicką rozprawą. To diagnoza kontynentu, który znalazł się w krytycznym momencie. Zadaje pytanie, czy Europa jest gotowa płacić za bezpieczeństwo — naprawdę płacić, z budżetów, podatków i rezygnacji z wygodnych politycznych iluzji.

Bo dziś strategiczna kalkulacja jest brutalnie prosta: jeśli Europa nie zapłaci za własną obronę teraz, zapłaci później — dużo więcej, w o wiele boleśniejszej walucie.

Dodaj komentarz

Trendy